Polecam: „Spod zamarzniętych powiek” Adama Bieleckiego

Dziś chciałam się z Wami podzielić moją opinią na temat książki „Spod zamarzniętych powiek” autorstwa polskiego taternika, alpinisty i himalaisty Adama Bieleckiego. Nie wiem jak powinna wyglądać fachowa recenzja, więc po prostu napiszę to, co myślę.

Wiatr wyciskał łzy. Zamarzły mi powieki i rzęsy. Nie mogłem otworzyć oczu. Bezskutecznie przecierałem je rękawiczką. Chuchałem w dłonie. Ciepło oddechu na chwilę topiło lód, ale świat zaraz znikał pod zamarzniętymi powiekami. Pierwszy raz w życiu doświadczyłem tego irytującego zjawiska. Wiele lat później podczas zimowych wypraw w Karakorum musiałem się do niego przyzwyczaić.

  • Tytuł: Spod Zamarzniętych powiek
  • Autor: Adam Bielecki i Dominik Szczepański
  • Wydawnictwo: Agora
  • Rok wydania: 2017
  • Cena: 44,99 PLN (obecnie około 30,00 PLN)

Kiedy w ubiegłym roku zaczęto w mediach mówić o kolejnej polskiej zimowej wyprawie na K2 zainteresowałam się tym tematem trochę bardziej i za sprawą przypadkowej reklamy trafiłam na książkę Adama Bieleckiego „Spod zamarzniętych powiek”. W internecie poczytałam trochę na temat tej publikacji i postanowiłam nabyć tę książkę.

Przesyłka przyszła bardzo szybko. Po rozpakowaniu zobaczyłam książkę, która miło mnie zaskoczyła swoim wyglądem. Zacznę od okładki, na której widnieje świetna podobizna autora, jego nazwisko i nazwisko współtwórcy książki – Dominika Szczepańskiego, tytuł oraz logo wydawnictwa. Autorem zdjęcia z okładki jest  Michał Mutor. Fajny pomysł z tymi dredami z lin wspinaczkowych.

Okładka jest matowa i płaska, ale już napisy są lekko połyskujące i wypukłe – wyczuwalne pod palcami. Książka wydana została w oprawie zintegrowanej – to coś pośredniego między oprawą miękką i twardą – świetne rozwiązanie, bardzo praktyczne, umożliwiające wygodne korzystanie z książki, jak przy miękkiej oprawie i zapewniające jej trwałość, jak przy twardej oprawie. Czytałam tę książkę w różnych okolicznościach – w podróży, w łóżku, w ogrodzie, pożyczyłam ją znajomym i póki co nie ma na niej żadnych śladów zniszczenia. Książka składa się z 414 stron, tekst opatrzony został wieloma zdjęciami, poza tym na marginesach stron znajdują się specjalne kody, które można zeskanować smartfonem wyposażonym w stosowną aplikację i obejrzeć filmy tematycznie związane z czytanym fragmentem. 

Przejdźmy do meritum, czyli do zawartości książki, oczywiście nie będę jej jakoś dokładnie streszczać, chcę trochę napisać o jej zawartości i podzielić się moimi wrażeniami po jej przeczytaniu. Zaznaczam, że nie mam żadnej skali porównawczej, bo to pierwsza książka o takiej tematyce, którą przeczytałam, więc nie mogę obiektywnie stwierdzić, czy jest dobra, czy zła. Moja ocena jest czysto subiektywna. Książka ogromnie mnie zaciekawiła i wciągnęła. Napisana jest w taki sposób, że czytając ją miałam wrażenie, jakby ktoś siedział obok mnie i mi te historie opowiadał. Książkę czytało się jak dobrą powieść – byłam ciekawa co będzie dalej i żałowałam, kiedy dotarłam do końca. Ale po kolei…

Książka w zasadzie ułożona jest chronologicznie (za wyjątkiem I rozdziału). Historię przyszłego himalaisty poznajemy niemal od jego dzieciństwa, kiedy to narodziła się jego pasja do gór i wspinaczki. I tak poprzez jego rodzinne miasto Tychy, później Tatry, Alpy, Andy, wreszcie docieramy aż w Himalaje – na ośmiotysięczniki i dzięki opowieściom autora stajemy się obserwatorami wypraw, w których on uczestniczył.

Nastoletni Adam Bielecki na spotkaniu z polskimi himalaistami: Krzysztofem Wielickim, Aleksandrem Lwowem i Ryszardem Pawłowskim. Rok 1996. 

Z książki Adama Bieleckiego dowiadujemy się sporo o ekstremalnie trudnych warunkach towarzyszących zimowej wspinaczce w górach wysokich, a trzeba tu wspomnieć, że zimowy himalaizm stał się niemal naszą narodową specjalnością.  Nawiasem mówią ta książka nie jest tylko o Adamie Bieleckim, jest w niej też mowa o wielu legendach polskiego alpinizmu i himalaizmu, bo choć pan Adam jest ciągle jeszcze młodym człowiekiem (urodził się w 1983 roku), to wspina się już od ponad dwudziestu lat i na swojej drodze zetknął się wieloma wielkimi nazwiskami.

My, Polacy, zostaliśmy uznani za najlepszą nację w tym sporcie, ale z perspektywy lat mam wątpliwość, czy rozegraliśmy tę partię profesjonalnie. Czy granica wariactwa, wyścigu, konkurencji nie została przekroczona, bo historia wystawiła nam rachunek bardzo wysoki. Polska potęga himalajska wzięła się i zabiła.

Pisząc o tej książce nie sposób nie wspomnieć o bardzo szczególnym rozdziale, który został poświęcony tragicznej w skutkach wyprawie na Broad Peak z 2013 roku, podczas której zginęli Tomasz Kowalski i Maciej Berbeka, i ostracyzmie części środowiska, jaki dotknął wówczas Adama Bieleckiego. W swojej książce Bielecki nie oskarża, nie ma pretensji, raczej przedstawia swój punkt widzenia i wskazuje na błędy, jakie jego zdaniem wówczas popełniono.

Góry obnażają. Zdzierają z ludzi maski. W momencie kiedy jesteś głodny, walczysz o życie, na wierzch wychodzi to, co masz w środku. Nie ukryjesz się. Broad Peak pokazał mi, jaka może być cena ambicji. Wszyscy chcieliśmy wejść na szczyt i każdy z nas za to zapłacił.

Adam Bielecki w górach dokonał już bardzo dużo i pewnie wiele jeszcze dokona, ale wydaje mi się, że ta tragiczna wyprawa na Broad Peak już zawsze będzie się kładła cieniem na jego karierze. Nawet takiemu laikowi jak ja, po przeczytaniu rozdziału o Broad Peak nasunęło się pytanie, czy aby ta książka nie powstała tylko dla tego jednego rozdziału? Czy może autor czuł potrzebę jakiegoś oczyszczenia, opowiedzenia swojej wersji, publicznego odparcia skądinąd najczęściej bezzasadnych zarzutów. Ale zostawmy już ten temat…

Idąc dalej, zaskoczył mnie fragment o terroryzmie. Czytając o doświadczeniach Bieleckiego przypomniałam sobie o tragicznych wydarzeniach z 2013 roku, kiedy to w bazie pod Nanga Parbat terroryści zastrzelili 11 wspinaczy. W górach wysokich wspinaczom grozi wiele – odmrożenia, choroba wysokościowa, lawiny, ale żeby w obozie bazowym zginąć z rąk terrorystów?! Tego nikt się nie spodziewał…

Zostawiając już treść książki, to trzeba koniecznie wspomnieć o jej dodatkowej wartości jaką są zdjęcia. Dla mnie to znakomite uzupełnienie tekstu, dla innych będzie to całkiem oddzielna opowieść. Osobiście wolę słowo, opis, opowieść, ale mam pełną świadomość, że dzisiejszy przekaz opiera się głównie na obrazie – stąd też zdjęcia i odnośniki do filmów.

Wydaje mi się, że jest to książka bardzo szczera, w której autor w prosty sposób wyjaśnia skomplikowane rzeczy. Bielecki nie czyni w niej z siebie jakiegoś tytana, czy superbohatera, wręcz przeciwnie, przyznaje się też do porażek, błędów, czy wręcz głupoty. Czytając jego słowa odniosłam wrażenie, że Adam Bielecki jest człowiekiem głodnym sukcesów i że ma swoje ambicje,  ale jest w nim też dużo pokory i zdrowego rozsądku. Wydaje mi się, że ten człowiek w ekstremalnych sytuacjach potrafi spojrzeć trzeźwo na sytuację. Być może dzięki temu uda mu się spełnić jego pragnienie, żeby być nie tylko dobrym himalaistą, ale i starym himalaistą…

Dodam jeszcze, że współautorem książki jest Dominik Szczepański, podróżnik i dziennikarz sportowy związany z redakcją „Gazety Wyborczej”. Nie wiem jaka była jego rola i wkład w powstanie tej publikacji, ale efekt jego współpracy z Bieleckim jest świetny.  Co do Adama Bieleckiego, to po obejrzeniu kilku wywiadów z nim zauważyłam, że mówi składnie, zrozumiale, poprawnie, ma bogate słownictwo, jednym słowem – dobrze się go słucha. Podobnie jest z książką „Spod zamarzniętych powiek” – dobrze się ją czyta.

Co mogę jeszcze dodać… Chyba tylko to, że szczerze polecam tą książkę. Uważam, że naprawdę warto ją przeczytać. Warto spróbować „poznać” człowieka z pasją, który ma w sobie dość odwagi i determinacji, żeby tę pasję realizować. To piękna i prawdziwa opowieść o górach i o człowieku, który się na nie wspina. Zawsze imponowali mi ludzie, którzy mają jakieś pasje. Często nie zgadzam się z ich wyborami, a raczej ich nie rozumiem, ale mimo to mam dla nich dużo szacunku i podziwu.

Czy po lekturze tej książki mam wyrobione zdanie na temat Bieleckiego? Trochę tak, ale nie do końca… Przede wszystkim nie uważam, żebym miała prawo do oceniania tego człowieka i jego decyzji, siedząc wygodnie w swoim domu, w ciepłych kapciach, na wygodnej kanapie. Sama nie mam żadnych ekstremalnych zainteresowań. Żyję sobie spokojnie w małym miasteczku i wiodę zwyczajne, trochę nudne życie, ale to mój wybór, a może bardziej przyzwyczajenie, albo tchórzostwo… Tak czy inaczej, to konsekwencja moich decyzji i nikomu nic do tego. Tak samo jest w przypadku ludzi z pasją, takich jak Adam Bielecki. Jego wyborem jest wspinanie się po górach. To jest ekstremalnie niebezpieczne zajęcie i bywa, że trzeba zapłacić za nie wysoką cenę. Inni wspinacze są tam z takich samych pobudek, narażają się na takie samo ryzyko i grożą im takie same konsekwencje. Ale taki jest ich wybór i mi nic do tego…

Wybrałam kilka cytatów z książki, które jakość szczególnie zwróciły moją uwagę:

Nie uważam, żeby himalaizm miał jakiś głęboki sens. Tak samo jak nie ma go żeglarstwo, czy chodzenie do parku. Życie samo w sobie nie ma głębokiego sensu. Moim wyborem jest himalaizm i zupełnie nie ma we mnie potrzeby przekonywania całego świata, że to bardzo fajne zajęcie.

Maciek Berbeka mówił o drugiej stronie lustra. Jeśli nie zobaczysz, jak życie jest kruche, jeśli nie doświadczysz sytuacji granicznej, to go nie docenisz. Spotkanie ze śmiercią sprawia, że jeszcze bardziej kochasz życie. I kiedy potem będziesz leżał na łące z dziewczyną i pił wino, to w pełni zachwycisz się tą chwilą.

Po powrocie mniej się przejmuję rzeczami mało istotnymi. Dzięki górom polubiłem zmęczenie i trudne warunki. Przestałem narzekać, że pada deszcz. Pada to pada. Pogoda zawsze jest fajna.

Kiedy jestem zmęczony, obserwuję świat jak zza szyby. Oczywiście, moje reakcje są spowolnione i marzę, żeby się w końcu położyć, ale wiem, że kiedy to nastąpi, to będzie mi się lepiej spało. Gdy jestem bardzo głodny, to cieszy mnie myśl o tym, jak bardzo będzie smakował pierwszy kęs. Nauczyłem się przyjmować z pokorą niedogodności. Co więcej widzę w nich głęboki sens. Żeby coś docenić trzeba coś stracić, poznać przeciwieństwo

Góry nauczyły mnie, że jeśli mam w nich zginąć, to walcząc. Ekstremalne sytuacje wyzwalają w nas niewiarygodne siły, czerpiemy z rezerw, o których istnieniu nie mamy pojęcia. Każdy chciałby walczyć do końca, ale nie każdy zdoła. Ja wiem, że będę walczył do ostatniego tchu.

Prawdziwym sensem życia nie są ośmiotysięczniki, tylko to, co czeka na mnie, kiedy z nich wracam.

Nie mogłem pojąć, jak to jest: facet ma kupę kasy, ale brak mu czasu, żeby ją wydać. Kupił aparat, który kosztuje w przeliczeniu 40 tysięcy złotych, ale nie ma czego fotografować. Nie rozumiałem, dlaczego ludzie pozwalają wcisnąć się w garnitur, zamknąć w biurze na cały rok i zadowolić trzema tygodniami urlopu. Przecież to nieludzkie. Jaki jest sens takiego życia, kiedy brakuje Ci czasu dla siebie i nawet nie widujesz zbyt często swojej rodziny?

Ludzie mówią, że my, wspinacze, nie szanujemy życia i podchodzimy do niego lekkomyślnie. Sądzę, że jest odwrotnie. Kiedy od trzech godzin chce ci się sikać, to jak wielką radość czujesz, gdy w końcu możesz to zrobić? Jeśli od dwunastu godzin chce ci się pić, to jak bardzo docenisz łyk zimnej wody? Albo piwo? Po całym dniu wspinaczki najgorszy cienkusz smakuje jak ambrozja.

Tekst napisany kursywą to cytaty z książki „Spod zamarzniętych powiek” autorstwa Adama Bieleckiego i Dominika Szczepańskiego.

Zdjęcia pochodzą z książki „Spod zamarzniętych powiek” autorstwa Adama Bieleckiego i Dominika Szczepańskiego i są skanami.

PS Przy okazji tej książki dowiedziałam się, że jej współautor Dominik Szczepański miał również swój udział w powstaniu podobno świetnej biografii znanego polskiego żeglarza Aleksandra Doby. Książka nosi tytuł „Na oceanie ciszy”. Kolejna książka autorstwa Dominika Szczepańskiego napisana razem z Piotrem Tomzą to „Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia”. Oba tytuły trafiają na moją listę książek, które zamierzam wkrótce przeczytać.

Na koniec chciałam napisać jeszcze kilka zdań o obecności mediów na głośnych wyprawach wysokogórskich. Jestem widzem, czytelnikiem, obserwatorem wydarzeń i uważam, że mam prawo do własnego zdania na ten temat. Otóż relacjonowanie w mediach tych wypraw niemal na żywo kompletnie mi nie odpowiada. Wiem, że czasy się zmieniły, że jest internet, że są nowe technologie przekazu, łączności itp. ale ja tak nie chcę, nie potrzebuję tego całego szumu, tego codziennego łączenia się w porze wiadomości, nie chcę obecności w bazie reporterów z kamerami, itp. Najczęściej uczestnicy wypraw zamieszają w mediach społecznościowych krótkie relacje, podają swoje pozycje, dzielą się zdjęciami. I mi to wystarczy! Resztę opowiedzą jak wrócą. Napiszą książkę, zorganizują prelekcję, udzielą wywiadu, albo zachowają swoje przeżycia dla siebie. Z drugiej strony mam świadomość, że w grę wchodzą sprawy finansowe. Sponsorzy, którzy dają na taką wyprawę niemałe pieniądze chcą, żeby było o niej głośno, żeby ich nazwa, logo były widoczne w mediach, ale to powoduje, że to coś, co jest w tych odległych i niedostępnych górach zostaje bezpowrotnie zatracone. W takie góry jedzie się po coś… Nie wiem… Po samotność, po zresetowanie umysłu, po wyzwanie, po adrenalinę… Czy naprawdę nawet tam musi pojechać dziennikarz i prowadzić stamtąd relację na żywo?! Szkoda, że kiedy Denis Urubko samotnie wyruszył na szczyt K2 dziennikarze pewnej stacji informacyjnej nie popędzili za nim z kamerą, żeby w jednym z obozów zadać mu pytanie: Denis, powiedz naszym widzom, dlaczego to zrobiłeś?! Czy w ekipie jest konflikt? Czy robiłeś to, bo nie zgadzasz się z decyzjami Krzysztofa Wielickiego? Oczywiście ironizuję, ale obawiam się, że wkrótce na przykład na szczycie Everestu stanie antena telefonii komórkowej, a na szlaku założą monitoring i będzie można na żywo w internecie zobaczyć, jak ktoś odpada od ściany, albo umiera na chorobę wysokościową…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s